Lewica była jedyną siłą, która walczyła o to, żeby w umowie koalicyjnej był zapis o liberalizacji prawa aborcyjnego. Ostatecznie z konkretów dotyczących praw kobiet w zakresie zdrowia reprodukcyjnego znalazło się tam jedno zdanie: „Kobiety mają prawo decydowania o sobie". Jeśli czytać je dosłownie, oznacza to liberalizację.
Jeśli wywiązujemy się z innych obietnic zapisanych w programach koalicjantów, to dlaczego nie wywiązujemy się z tej jednej? Zwłaszcza że jeśli znów w szpitalu umrze kobieta, bo lekarze nie przerwali jej ciąży, to tym razem będzie to na nasze konto.
Ja nie zagłosuję za ustawą, która będzie przywracała tzw. kompromis. To nie jest żadna zmiana, tylko krok wstecz. Nie ma naszej zgody także na referendum. Nie głosuje się nad prawami człowieka, nie wiemy, jak będą wyglądały pytania ani czy ludzie w ogóle wezmą udział, bo referendum zostało ośmieszone podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Wreszcie referendum też skończy się ustawą. Skoro sondaże wskazują, że ponad połowa Polaków chce legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży, to po prostu za nią zagłosujmy.
Katarzyna Kotula, ministra ds. równości
Wysokie Obcasy, 21 lutego 2024 r.